PPP4FNW9USK4
Foto-NETART i anegdota obrazkowa
PPP4FNW9USK4
Tymczasem wróciłem do robienia kolaży, bo widocznie mi słów brakuje, a we łbie grzechocze, bo pewnie pusty najczarniejszą z pustek.
Wszystkim nieuprzedzonym z góry do tzw. “oszołomów” bardzo polecam obejrzenie filmu “Anatomia upadku”, bowiem warto znać spojrzenie ze wszystkich stron sceny. Bez tego wyrażanie opinii jest powtarzaniem cudzych czyli oglądaniem rzeczywistości cudzymi oczami. Najlepiej mieć zdecydowanie własne zdanie.
Wydawałoby się, że narzekania te są zupełnie nieaktualne. Właściwie nikt nie ma odwagi wypowiadać się krytycznie o twórczości tego artysty. Należy podejrzewać, że często istotną rolę odgrywa obawa przed zachłyśniętymi jego wielkością snobami. Pochwały dorobku S. I. Witkiewicza są w wielu wypadkach wynikiem rutyny i automatyzmu recenzentów. Twórca i teoretyk Czystej Formy byłby najprawdopodobniej tymi „achami” i „ochami” równie zdegustowany jak niekompetentnymi i niewybrednymi atakami krytyki międzywojennej.
Zagorzali entuzjaści Witkacego, stają przed jego dziełami ze wstrzymanym oddechem — zwolennicy sztuki totalnej i absolutnej. Albowiem, czytamy w „622 upadkach Bunga”: „…co to jest dobry rysunek? Na to prawa nie ma. Nie ma obiektywnej miary. (…) To jest dobre, co odpowiada temu, co dany artysta chce wyrazić“.
Witkacy nie cierpiał jednak „zadęcia”, wyrywa więc nas ze sztucznej atmosfery anegdotą zawartą w samych obrazach jak i w napisach, którymi portrety upstrzone są nader nieporządnie. Pod konterfektami rodziny Nawrockich (Zofii, Marii, Jana, Zbyszka,Włodzimierza) czytamy aluzyjne rymowanki: „Tak jak Ty mnie zęby (Ja Tobie Rodzinę) Ocenisz to wszystko, gdy ja całkiem minę“, albo „Zęby diabli wezmą (Portrety zostaną) I cały interes będzie jedną ramą“.
Co widz na to wszystko? W stworzonej przez siebie w 1924 r. firmie portretowej Witkacy wykluczał absolutnie wszelką krytykę ze strony klientów. Nie dajemy więc szansy dzisiejszym widzom, przytaczając motto regulaminu Firmy Portretowej „S. L Witkiewicz”: „Klient musi być zadowolony. Nieporozumienia, wykluczone”.
Lizbona jest moim marzeniem. mam nadzieję, że kiedyś tam pojadę, poszwendamy się z Olą po kafejkach, w których śpiewają fado. Margarida Girao przypomniała mi o tym marzeniu.
Niegdysiejsza królowa Netartu – Endo – zapisuje dzieje. Opozycyjny rosyjski bloger Nawalny na tle para-cara.
Piaseczno, a set on Flickr.
Spacer po Piasecznie, leżącym ok stu metrów od granic Warszawy był okazją do zrobienia zdjęć, dokumentujących choćby w części powiatowy krajobraz miejski. najbardziej interesowały mnie ślady Piaseczna sprzed II wojny światowej. mam nadzieję, że jeszcze zdarzy mi się kolejny spacer fotograficzny po tym mieście.
Praga – Old Warsaw, Poland, a set on Flickr.
Po spacerze na zimowej Pradze skadrowałem nieco zdjęcia z ulic: Wileńskiej, Stalowej, Małej, Strzeleckiej, Równej, Środkowej i z okolic. Wyszło jak wyszło, ale zawsze ta resztka starej Warszawy, która ocalała jako Praga Północ podobała mi się. Wydawała mi się pociągająca i magiczna.
(Zachęta – 1984 r.)
Minęło niemal półtora wieku od momentu, gdy skromny urzędnik francuskiego Ministerstwa Finansów. Hyppolite Bayard urządził 24 czerwca 1839 r. wystawę.
Niezwykłość tego wydarzenia polegała na pokazaniu przez niego kopii fotograficznych wykonanych na papierze (a nie na płytkach) uczulonym chlorkiem srebra, maczanym w jodku potasowym. Krytyka nie raczyła zauważyć jego dokonań, kiesa państwowa pozostawała dla Bayarda zamknięta.
Podobno zniechęcony sfotografował się upozowany na nieboszczyka i złożył podpis “Jestem trup”.
A przecież od tej pory rozpoczął się okres bujnego rozwoju nowej sztuki.
Nie przypadkowo trzy wizerunki autorstwa, właśnie Hyppolite’a Bayarda („Schody Blois”, „Małżonkowie przed domem”, „Autoportret”) wprowadzają nas w świat francuskiej fotografii. W warszawskiej „Zachęcie” (pL Małachowskiego 3) dn. 13 września 1984 r. otwarta została ekspozycja zatytułowana „Historia fotografii francuskiej”, na której
zaprezentowano 449 prac ułożonych działami, w porządku chronologicznym.
Od początku, jak to zwykle bywa, zaczęły się ścierać i w tej dziedzinie twórczości, dwa nurty: seryjnej, nastawione] na łatwy zysk produkcji portretów l twórczości ambitnej nie pozbawione] indywidualnego piętna. Takim właśnie wybitnym artystą był Nadar— (właściwie: Gaspar Felix Tournachon, 1820—1S10). W 1858 r. wykonał pierwsze zdjęcia z lotu ptaka na pokładzie balonu. W jego pracowni urządzono w 1874 r. galerię impresjonistów, których dzieła zostały odrzucone przez Luwr. Podobizny osób fotografowanych przez Nadara stanowią zarazem ich portrety psychologiczne, przekazują nam prawdę o najsłynniejszych ludziach epoki, oglądamy Hectora Berlioza, Offenbacha, Georges Sand, Gustave’a Doic czy Sarę Bernhardt. Wizerunki postaci to dominujący temat artystów współczesnych Nadarowi —
Estienne’a Cajart („Portret Buadelalre’*”), Jules’a Marey („Biegacze”, „Cykliści”) i szereg dzieł braci Lumiere.
FOTOGRAFIKA — młoda gałąź sztuk plastycznych musiała określić się przede wszystkim w stosunku do malarstwa. Niektórzy twórcy ostatniego ćwierćwiecza XIX stulecia uważali, że „fotografia nie jest sztuką, tylko po prostu techniką reprodukcji, znajdującą się przez swą łatwość w zasięgu możliwości byle głupka”. Według pikturalistów, bo o nich tu mowa, prawdziwe walory posiadają jedynie zdjęcia zawierające cechy malowideł. Stąd tradycyjna tematyka ich dzieł, alegoryczność, upozowanie modeli, stosowanie techniki rozmazanej.
Najbardziej znaczącymi reprezentantami tego kierunku byli Commandant Puyo (1857—1933, „Młoda kobieta na balkonie”, „Kobieta z parasolką od słońca”) i Robert Demachy (1859—1936, „Stojący podlotek”, „Siedzący akt w stylu Degasa”). Przytoczona powyżej postawa musiała z kolei wywołać reakcję twórców stojących na gruncie czystości i autonomiczności sztuki
fotograficznej. Wyrazem tego niech będzie opinia fotografa i teoretyka, Daniela Masclet (1892—1969): „Trzeba było nareszcie przyznać, że między fotografią a malarstwem nie zachodzą żadne stosunki. Jeżeli istnieje sztuka fotograficzna, należy je] szukać wewnątrz samej fotografii, nigdzie indziej”.
Zaczęła ona przemawiać własnym językiem. Oglądamy więc uchwycone „na gorąco” najrozmaitsze wydarzenia i sprawy tego świata: ulice wielkich miast, nędzę, bezrobocie, folklor, anegdotycznie opowiedziany socjologiczny obraz kraju. Na wystawie prezentowani są tacy wybitni przedstawiciele fotografii dokumentalnej jak Jean Kugene Atget (1857—1927), Jean Henri Lartigue, Charles Negre, Gustave Le Gray, bracia Bisson, Victor Regnault i Charles Marville.
Paryż lat 20-tych i 30-tych naszego ubiegłego stulecia to miasto awangardy. Jakby wtedy dopiero zdano sobie sprawą z możliwości artystycznego wyrazu jakich dostarcza fotografia. Wielkie pisma ilustrowane („Vu”, „Regard”, „Arts et Matierg graphiques”) udostępniły swe łamy artystom fotografikom.
W tamtych latach miał miejsce istotny wynalazek. W 1925 r. ukazał się w
sprzedaży fotoaparat „Leica”mający wszelkie walory nowoczesnego sprzętu nadającego się do szybkiego utrwalania momentów nieoczekiwanych (format 24×36,36 zdjęć, łatwe zakładanie filmu, wymienny obiektyw). Wchodzi on do dziennikarskiego użytku, sprzyja dokumentowaniu ważnych wydarzeń (wojna domowa w Hiszpanii, wielki kryzys itp.). Prawdziwy rozkwit fotografii prasowej nastąpił we Francji po drugiej wojnie światowej. Od 1949 r. zaczął wychodzić „Paris-Match” wzorowany pod względem materiału fotoreporterskiego na słvnnvm amerykańskim tygodniku “Life”, wydawany jest również ilustrowany magazyn “Realites”. Od 1947 r. działa agencja fotograficzna „Magnum”. W 1978 r. większość agencji rozprowadzających aktualności światowe znajduje się w Paryżu (Gamma, Sigma, Sipa, Rush i in.). Przegląd dokonań związanych z nimi twórców kończy bogatą retrospektywę francuskiej fotografii w salach warszawskiej „Zachęty”.
Wybitny fotografik, Claude Nori pisze o swej dziedzinie sztuki: „Dla jednych stanowi dokument i technikę reprodukcyjną, dla innych jest przedmiotem fascynacji i wiarygodnym dokumentem — trudno znaleźć dziedzinę, w której zabrakłoby miejsca dla fotografii”. Oglądając omówioną ekspozycję możemy się dowodnie przekonać o prawdziwości tej opinii.
Warszawa oskarża, przypomina, ostrzega
(tekst z 1983 r.)
MIASTO zniszczone i odbudowane, miasto — nazwa miasto — twór realny, tętniący życiem. Takie kontrastowe zestawienia składają się na polską
rzeczywistość. Była bowiem niosąca zagładę wojna i jest pokój, miejmy nadzieję, że trwały. Te diametralnie odmienne okoliczności historyczne stanowiące obraz naszych czasów nie mogą obejść się bez kronikarza, bez opisu.
Zostaje członkiem Związku Polskich Artystów Fotografików. Znany jest jako autor serii tematycznych ilustrujących dziedziny, którymi się interesuje, a związanych m. in. z etnografią, folklorem i zabytkami. Eksponuje swe dzieła w Polsce i za granicą (USA, Jugosławia, Włochy, Czechosłowacja).
W dużym ł znanym, mieszczącym się na rogu Nowego Światu i Alei Jerozolimskich, stołecznym Klubie Międzynarodowej Prasy i Książki, dnia 31 sierpnia 1983 r. została otwarta kolejna wystawa Stefana Deptuszewskiego (1912-1998) pt. „Warszawa oskarża, przypomina, ostrzega“.
Autor zaprezentował nam około 100 prac, na których oglądamy stolicę zniszczoną i odbudowaną. Zostajemy wprowadzeni w świat grozy i tragedii, aby za chwilę odetchnąć widząc miasto wciąż żywe. Dzięki fotogramom, po kilkudziesięciu latach znów, albo po raz pierwszy czytamy napisy na prowizorycznych, wojennych nagrobkach: „Tu zginęła podczas nalotu…”, „Pod tymi gruzami we wspólnej mogile spoczywa…”. Widzimy pozbawione kolorowych witraży okno wypalonego kościoła Św, Floriana, idziemy wraz z artystą zrujnowaną Marszałkowską, przechodzimy koło szczątków ratusza, a gdy uniesiemy głowę wzrok napotyka ozdobną, ale martwą staromiejską latarnie. Lata mrówczej pracy i miasto wraca do życia.
Autor przedstawiając nam fragmenty Warszawy zniszczonej i odbudowanej wprowadza nas w ruch, w proces przemian, w ciągłość historii, a jak pisze wybitny fotografik Witold Dederko „włączenie elementu czasu, trwania urealnia myśli, wzrusza, przypomina”.
W tym samym Klubie MPiK _ odbyły się w niedługim czasie jeszcze dwie ekspozycje dzieł Stefana Deptuszewskiego. Około 2 miesiące później zorganizowano wystawę „Widoki starej Polski”, natomiast na początku następnego, 1984 r. zostaliśmy zaproszeni do obejrzenia portretów osób związanych i konkursami chopinowskimi.